DINOPARKI

Moda na dinoparki zawitała nad Wisłę i powstają one jak grzyby po deszczu. A propos deszczu - dinoparki z definicji są rozplanowane na łonie natury, dlatego zwiedzać je można z przyjemnością wyłącznie podczas ładnej pogody.

Przez dziesięciolecia istniał w Polsce tylko jeden dinopark w Chorzowie, powstały na terenie tamtejszego zoo w 1975 i pokazujący żelbetonowe rzeźby dinozaurów wg archaicznych dziś, lecz kiedyś bardzo nowoczesnych, rekonstrukcji tych gadów. Powstanie tej Kotliny Dinozaurów to pokłosie (jedno z wielu:) spektakularnych ekspedycji paleontologicznych, kierowanych przez prof. Kielan - Jaworowską, na pustynię Gobi. Rozgłos medialny wokół odkrytych przez Polaków szkieletów zachęcił ówczesne władze do sfinansowania projektu w chorzowskim zoo. Obecnie planuje się rozbudowę tego dinoparku i dodanie bardziej współczesnych modeli.

Obecnie wg mojej opinii najwspanialsze i najlepsze merytorycznie, a także bardzo dobrze zaplanowane turystycznie są trzy dinoparki:

Bałtów. Znakomite merytorycznie modele powstałe w konsultacji z ekspertami z Instytutu Paleobiologii PAN w Warszawie. Dinozaury, ale także inne gady mezozoiku, stoją wzdłuż ścieżki dydaktycznej, w kolejności chronologicznej: stopniowo przechodzimy od starszych do młodszych okresów, obserwując zmieniającą się faunę kręgowców. Oprócz tego jest niewielkie muzeum paleontologiczne, z fachową ekspozycją (częściowo zmienną), poświęconą głównie bezkręgowcom kopalnym. Liczne, kolorowe, kompetentnie napisane plansze informujące nie tylko o gadach, ale również o życiu w minionych epokach. To wszystko na urokliwym łonie natury - ładne łąki usytuowane w dolinie Kamiennej, sama rzeka przepływająca przez dinopark, kilka stawów z kolorowymi, egzotycznymi kaczkami, w tle zalesiona wzgórza zbudowane z białych jurajskich wapieni. Bardzo ciekawie zaaranżowane inscenizacje modeli, świetny pomysł z wysuwającą się szyją i głową diplodoka z piętra starego młyna. Rozbudowana gastronomia (keczupy i musztardy z kolorowym logo dinozaurzym), plac zabaw dla dzieci, śliczne wózki w kształcie malutkiego dinusia wykluwającego się właśnie z jaja dla najmłodszych są dodatkowymi atrakcjami. Obok małe minizoo i ośrodek jazdy konnej. Sam dinopark powstał w tym akurat miejscu, ponieważ kilkaset metrów od Kamiennej znaleziono kilka tropów późnojurajskich dinozaurów. Tropy te są eksponowane do dziś, ja byłem przy jednym, jednak mimo dobrej chęci nic nie dostrzegłem - podejrzewam, że erozja rozprawiła się z nimi skutecznie. Wadą obiektu są dość drogie bilety, ale rozumiem, że albo ma się tanie badziewie albo droższą kompetencję.

Solec Kujawski - obiekt prowadzi ta sama firma, co Bałtów. Dlatego aranżacja i modele równie kompetentne i dość podobne do Bałtowa. Główna różnica polega na tym, że park w Solcu jest znacznie większy, tak jeśli chodzi o teren, jak i o budynek muzealny (nazwany imieniem niedawno zmarłego wybitnego polskiego paleontologa Karola Sabatha). No i o ile dinopark w Bałtowie leży na łąkach stoków wzgórz, to ten w Solcu powstał w malowniczym lesie sosnowym wśród wzgórków polodowcowych.

Krasiejów - światowej klasy stanowisko paleontologiczne zawierające cmentarzysko wielkich płazów i gadów sprzed 230 mln lat. Przez długie lata tamtejsze muzea i ekspozycje były bardzo słabe. Jednak 1 VI 2010 otwarto nowoczesny dinopark i choć jest on ciągle w fazie rozbudowy, to to co już jest zasługuje na uznanie. Obecnie (VI 2010) są tam cztery działy:

  1. Kino 5D (pięciowymiarowe) - pokazywany jest tam pełen ekspresji film o kredowych dinozaurach i ich zagładzie w wyniku uderzenie planetoidy. Dzięki okularom trójwymiarowym mamy 3D, czwarty wymiar to czas, a piąty to efekty specjalne (np. rzucające się fotele i parę innych efektów, których nie ujawnię by nie psuć niespodzianki).

  2. Tunel Czasu (sztuczny tunel długości ok. 300 m, gdzie turyści wjeżdżają wagonami, a na ścianach tunelu wraz z bardzo wolno przesuwającym się wagonem przesuwa się duży ekran z bogato animowanym popularnonaukowym filmem o dziejach Ziemi od Wielkiego Wybuchu aż do wielkiego wymierania na granicy perm/trias). Film, podobnie jak i aranżacja robi wrażenie, tym bardziej że jest to całkowite dzieło polskich artystów i naukowców. Na zewnętrznej ścianie tunelu duże plakaty z kadrami z filmu wraz z objaśnieniami. Kontynuacją dziejów Ziemi po permie są ekspozycje w kamieniołomie, do których idzie się od wyjazdu z tunelu.

  3. Naturalnej wielkości modele dinozaurów i innych gadów ery mezozoicznej (triasu, jury i kredy) wraz z tablicami omawiającymi dzieje poszczególnych okresów geologicznych ulokowane w obrębie wielkiej misy kamieniołomu, gdzie założono też duży staw (drugi stworzono powyżej odkrywki). Część modeli jest iście tytaniczna (np. dwa brachiozaury, diplodok, amficelias). Powstały one w Polsce. Stoją na tle czerwonych iłów i mułowców triasu budujących odkrywkę, tamtejszego jeziora i strumyków. Jakość naukowa modeli jest wysoka, podobnie jak i tych z innych parków firmy (Bałtowa i Solca Kuj.). Specjalnością krasiejowskiego dinoparku, różniącą go od pozostałych są tropy - koło większości modeli dinozaurów umieszczono  odlewy ich tropów wraz z objaśnieniami na tablicy. Inną specjalnością są modele miejscowych płazów i gadów z późnego triasu, m.in. "pradinozaura" silezaura.

  4. W trakcie wędrówki po odkrywce i między modelami przechodzi się przez najstarszą część ekspozycji (powstałą przed dinoparkiem): żelbetowy  pawilon pokazujący fragment odsłoniętego naturalnego złoża z czaszkami wielkich płazów i innymi kośćmi płazów i gadów, z których zasłynął Krasiejów. To właśnie w tej warstwie prowadzone są badania paleontologiczne (na jej odcinku biegnącym poza pawilonem, część odsłonięta w pawilonie jest zachowana dla pokoleń).  Na szczęście potworne anatomicznie modele dinozaurów, straszące swym wykonaniem turystów sprzed czasów otwarcia dinoparku, zostały zabrane (są obecnie przed starą szkołą w Krasiejowie, gdzie się szybko rozsypują)

Bardzo rozbudowana (w przeciwieństwie do starej ekspozycji, sprzed powstania dinoparku)  jest część rekreacyjna: plac z zakopanym wielkim tyranozaurem do odkopania z piasku, system lin, huśtawek, ślizgawek, zjeżdżalni i paru innych, o nieznanych mi nazwach, a także namiot z aparatami do gier zajmuje wielką przestrzeń z widokiem na kamieniołom. Są też stanowiska z malowaniem modeli skamieniałości albo wyłupywania elementów szkieletu z bloku glinki - do składania w cały szkielet. Oraz koryto do płukania złota. Towarzyszy temu duży kompleks gastronomiczny, sklepy z zabawkami, minerałami (bardzo ładne i tanie róże pustyni oraz konkrecje aragonitowe) itp. Przed dinoparkiem duży parking. W sumie całość na parę godzin zwiedzania.  Za dwa lata ma powstać wielkie muzeum paleontologiczne i geologiczne. Całość zdecydowanie warta polecenia: modele dinozaurów są dobrze naukowo zrekonstruowane, a jednocześnie robiące wrażenie swymi rozmiarami i ilością, opisy okresów i dinozaurów prawie bez błędów (choć opisy okresów strasznie lakoniczne), a tunel czasu i kino 5D to unikaty w Polsce. Nie daję pełnej recenzji, bo na razie nie wiem jaka będzie końcowa koncepcja tego dinoparku - jest on w rozbudowie. Na pewno jego silną stroną w stosunku do wszystkich innych dinoparków, w tym Bałtowa i Solca, jest to, że powstał on w miejscu, gdzie rzeczywiście wydobywa się i bada skamieniałości wielkich zwierząt sprzed 230 mln lat. Krajobrazowo jest on mniej efektowny od Bałtowa i Solca (i paru innych, choćby w Rogowie), gdyż wyrobisko iłu jest prawie pozbawione zieleni, a i skałek trudno tam oczekiwać. Podejrzewam, że nasadzenia się tam jednak pojawią, tak jak obecnie pojawiły się duże bloki wapieni karchowickich (też trias, ale morski i ze Strzelec Opolskich), które urozmaicają krajobraz. Za to widać oryginalne wychodnie skalne o barwie takiej, jak przed setkami milionów lat. Dinopark do najtańszych nie należy : dorośli 18 zł, dzieci szkolne 14 zł, ale za kino 5D płaci się dodatkowo (odpowiednio 14 i 12 zł) (choć dla grup i rodzin są zniżki). Parking darmowy.

Szczegóły i aktualności na stronie dinoparku: http://www.juraparkkrasiejow.pl/

Szerzej o muzeach Krasiejowa piszę tutaj, a o skamieniałościach Krasiejowa tutaj.

Rogowo k. Gniezna (gmina Żnin) strona www parku: zaurolandia - o ile park bałtowski wkomponowano w prawie górski krajobraz, park w Solcu jest leśny, to rogowski lokuje się nad jeziorem, choć niewiele z tego wynika, gdyż granica parku kończy się parę metrów od brzegi. A szkoda, bo można by było ładne aranżacje zrobić. Park w założeniu podobny do dwóch w/w, jednak mniejszy i gorszy. Muzeum paleontologiczno-geologiczne dość małe (4 gabloty ze skałami i minerałami, kilkanaście ze skamieniałościami), a okazy z nielicznymi wyjątkami bardzo sztampowe. Zamontowano nowoczesne gabloty z oświetleniem, ale nie wiadomo po co, skoro oświetlenie nie działa i żadnych szczegółów okazów nie widać w półmroku. Muzeum reklamuje się, że działa we współpracy naukowej z Instytutem Geologii UAM i zapewne to prawda, bo oznaczenia na kartkach są kompetentne. Cóż z tego, skoro gruntownie i bez pojęcia poprzestawiano okazy. Przy zębie konia jest kartka, że to kość promieniowo-łokciowa, a przy kości podpis, że to ząb. Ślimak Helix opisany został jako małż, belemnity jako kalmary, a w innym miejscu jako wężowidło. Zaś amonita zaanonsowano jako belemnita. Małż Neithea jest oznaczony jako Spondylus, Plagiostoma z odkrywki środkowotriasowej podana jest jako dolnotriasowa. Również skały są poprzestawiane, np. granit zamieniono miejscem z gabrem. Częste jest też pisanie polskich nazw dużą literą, np. Małż. Plakaty informacyjne niezbyt ciekawe i mają błędy, np. nie jest prawdą, że wymieranie permskie przetrwały tylko dwa rodzaje głowonogów lub że "kreda pisząca składa się głównie  ... z otwornic". Z ciekawych okazów jest piękny i wielki ząb kredowego rekina Ptychodus (jednak to moje oznaczenie, bo jest on całkowicie pozbawiony podpisu) oraz rzadko u nas wystawiane permskie skamieniałości ze Spitsbergenu, a także ciekawe koralowce.
    Pod gołym niebem stoją klasyczne modele dinozaurów i innych zwierząt prawie wyłącznie mezozoiku. Generalnie zbliżone do tych widocznych w Bałtowie czy Solcu (część chyba identyczna, tyle że o innej kolorystyce), jednak niektóre okazy są słabo wykończone i niezbyt wierne. Jest tu parę dinozaurów, których o ile pamiętam nie ma w Bałtowie i Solcu: karnotaur, centrozaur, mamenchizaur, albertozaur i spinozaur. 

Zator (krakowskie) - reklamowany, i słusznie, jako pierwszy dinopark w Polsce z ruszającymi się i ryczącymi modelami dinozaurów. Otwarty w 2009. Modele w większości poprawne anatomicznie, choć np. megalozaur jest  za masywny i za duży w porównaniu do sąsiedniego tyranozaura. Ruchliwość i porykiwania modeli zdecydowanie atrakcyjne dla dzieci, choć cokolwiek sztuczne - np. triceratops zrobiony jest z miękkiego silikonu, wskutek tego gdy macha ogonem to silikonowe rogi drżą mu jak galaretka, kryza zresztą też. U wielu modeli ręce poruszają się jakoś tak bez sensu, czasem wręcz drżą jak w chorobie Parkinsona. Ale to zastrzeżenia dorosłego, dzieci są zachwycone, a już szczególnie dilofozaurem, który z pyska tryska dwoma rurkami strumieniem wody wprost na publiczność:). Słyszałem zgodne komentarze grupy szkolnej, że to najlepszy model w parku:) Natomiast dorosły tyranozaur imponujących rozmiarów (chyba trochę przewiększony względem realiów) i z odpowiednim do gabarytów wzmacniaczem ryku budzi wśród najmłodszych niekłamaną grozę. Ekspozycja zawiera dużą ilość modeli dinozaurów, z tego tylko cztery nieruchome. Ma ciekawe otoczenie - znaczna część wystawy rozmieszczona jest na naturalnym mokradle, stąd też ścieżka idzie po zbudowanym na słupach pomoście nad bujną roślinnością wodną i wzdłuż urokliwych wierzb. Na pozostałym obszarze ładny drzewostan, w tym wspaniała pomnikowa lipa. Bardzo słabą stroną tego dinoparku są objaśnienia przy eksponatach. I nie chodzi o błędy merytoryczne, bo tych jest mało (choć np. gady latające nie pojawiły się w jurze, a w triasie), a o fatalną stylistykę, często uniemożliwiającą zrozumienie sensu: "jego zęby ... wciągały i gromadziły pokarm" (o apatozaurze,  w istocie to żołądek gromadził pokarm, w zębach nic się nie gromadziło i nie było wciągane); "różnice między tymi gadami są małe i pełne wątpliwości", "grzebienie były tak cienkie i kruche, że miały znaczenie tylko symboliczne i wizjonerskie" (dinozaur wizjonerem?), "gdyby jego szyja była choć odrobinę dłuższa od jego głowy, mogłaby zostać odgryziona" ??? (o tanystrofie); "dziób mógł tworzyć ogromne ciśnienie podczas gromadzenia jedzenia lub siekania i dziobania ofiary" (o triceratopsie, pomijam styl, ale triceratops był roślinożercą, nie siekał i nie dziobał ofiar, chyba że mowa o paprociach); "największy dobrze rozpoznany dinozaur dzięki idealnie utrzymanym szczątkom" (o brachiozaurze). Z uporem godnym lepszej sprawy konsekwentnie pisze się tam nazwy okresów i polskie nazwy dinozaurów dużą literą (Kreda, Tyranozaur), zamiast małą. Zaś w angielskich wersjach zdarzało się na odwrót, co akurat w przypadku nazw okresów jest błędem w tym języku.
    Równie kiepskie jest tamtejsze muzeum paleontologiczne. Zawiera b. skromną kolekcję skał i skamieniałości bezkręgowców, z niezbyt ciekawymi okazami i trochę bogatszą kolekcję kopii szkieletów kręgowców, głównie gadów. Niestety osoby sprzątające szklane gabloty najwyraźniej robią to bez pojęcia, dokumentnie mieszając okazy. I tak np. na półkę z podpisem czaszka eoraptora, oprócz rzeczonej czaszki trafiła z innej gabloty hominidów mała czaszka hominida - oczywiście bez podpisu, więc robi za morfotyp eoraptora. W jednej z gablot są wg opisu pazury różnych dinozaurów, a  w drugiej zęby tychże. Jednakże w gablocie z zębami są pazury, a w tej z pazurami leżą zęby. Na półce z zębami karnozaura zaplątały się zęby innych dinozaurów, a co gorsza także rekina Otodus obliquus - oczywiście bez zaznaczenia, że to bynajmniej nie karnozaur. Duże zaplecze gastronomiczno-zabawowe, liczne zjeżdżalnie i inne atrakcje.

 

Inwałd (krakowskie) - dinopark niewielki tak powierzchniowo, jak i pod względem liczby rodzajów prezentowanych dinozaurów. Naturalnych rozmiarów modele tych gadów są poprawne morfologicznie, choć ze względu na małą liczebność prezentują z reguły najbardziej sztampowe taksony. Muzeum paleontologicznego brak. Tablice edukacyjne dotyczące dziejów minionych epok czy zwierząt są niezbyt liczne i ubogie treściowo. Nie brakuje tam błędów, np. dunkleosteus mierzył zdecydowanie więcej niż deklarowane „do 6 m”, podany zasięg ortocerasów od syluru do triasu jest gruntownie błędny. Co gorsza, w części trasy opatrzonej bramą o nazwie „dewon” oprócz przeważających zwierząt dewońskich są też np. belemnity i niektóre ryby, które w dewonie nie istniały. Co prawda mają tabliczkę z podanym prawidłowym zasięgiem, ale jednak umieszczenie ich na odcinku dewońskim wprowadza w błąd. Podobnie ulokowanie na granicy sektora dewońskiego modelu pliozaura, czyli gada jurajskiego.
    Dinopark inwałdzki ma kilka nietypowych elementów względem innych obiektów tego typu w Polsce.  Pierwszym jest rozbudowana część dotycząca modeli bezkręgowców i kręgowców dewonu (częściowo też karbonu i okresów późniejszych) eksponowana nad rozległym jeziorkiem. Pomysł z nabiciem ich na pręty i umieszczenie tych wodnych stworzeń metr nad wodą jest dość kontrowersyjny, podobnie jak poprawność niektórych modeli (trylobit o dużych oczach jednofasetowych, inny trylobit prawie bez axis). Również dobór eksponowanych grup i ich proporcje są raczej przypadkowe i sztuczne, np. wystawa sugeruje, że w dewonie kręgowce były liczniejsze niż bezkręgowce. Tym niemniej modele ryb pancernych i ostrakoderm są dobre, a zwrócenie uwagi na zwierzęta inne niż mezozoiczne dinozaury też zasługuje na uznanie.
    Drugim ciekawym pomysłem są udostępnione do wędrówki sztuczne podziemia: sztolnia i jaskinia o bardzo wąskich, ciemnych i tajemniczych korytarzach tworzących dość rozległy labirynt. W obu podziemiach wmurowano w ściany sztuczne odlewy lub odciski skamieniałości. Pomysł dobry, gorzej z realizacją: kiczowatą (nienaturalne pseudoskały ścian) i nielogiczną – generalnie sztolnia prezentuje skamieniałości roślin karbonu, ale pojawia się w nim nagle wielka łopatka jakiegoś gada mezozoicznego nie mającego nic wspólnego z karbonem. Podobnie w labiryncie jaskiniowym – znajdujemy tam szkielet dinozaura w otoczeniu malowideł naskalnych praludzi.
    Ekstrawagancka jest maniera przybijania do ścian ogrodzenia modeli czaszek lub głów dinozaurów, co sprawia wrażenie jakbyśmy byli w domostwie myśliwego maniaka, żyjącego wśród swych ofiar. Natomiast niewątpliwie ciekawe poznawczo i bardzo profesjonalnie wykonane z oryginalnych znalezisk są kopie gadów latających oraz praptaków (m.in. archeopteryks i chińskie praptaki z początku kredy). Umieszczono je na ogrodzeniu.
    Chęć maksymalizacji zysków a nie wrażeń edukacyjnych natknęła twórców dinoparku do umieszczenia między dinozaurami niewielkich pól golfowych (minigolf) oraz szkaradnych słupów z rozpiętymi linami i siatkami (park linowy, małpi gaj), skutecznie psujących krajobraz, w tym fotograficzny. Aranżacje kopiujące spilbergowski Park Jurajski np. utahraptory skaczącego na dżipa to z kolei nadmiar kiczu jak na mój gust.  
    Podsumowując: całość nastawiona jest bardziej na rozrywkę niż edukację, choć bardziej ambitny turysta zawału tu nie przeżyje, najwyżej lekkie rozczarowanie. Tuż obok dinoparku znajduje się ciekawy park miniatur prezentujący zminiaturyzowane (1:25) realistyczne modele najsłynniejszych zabytków architektury światowej i polskiej. Bilety drogie, ale jeśli potraktować te modele jako substytut podróży dookoła świata to wychodzi taniutko.

Cieszyce - dinopark na Dolnym Śląsku. Malutki powierzchnią i liczbą eksponatów, ale wielki humorystycznie. Równie irracjonalnych modeli "dinozaurów" w życiu nie widziałem w żadnym dinoparku. I nie chodzi tu o kolorystykę, choć jest ona zabójcza: świńsko różowy bodajże triceratops albo dinozaur jaskrawoseledynowy z pazurami i wargami pomalowanymi wściekłą czerwienią (manicure?). Nie, tu chodzi o wygląd. Jeśli ktoś widział obrazki dinozaurów namalowane przez kilkuletnie dziecko, to może sobie wyobrazić te modele. Prawie wszystkie dwunożne mają na wysokości klatki piersiowej jakoweś wybrzuszenie, co wygląda jak "piwny brzuszek", u innych okolice nasady ogona są rozdęte do granic fantazji (raczej nie kłopoty gastryczne, a konieczność dodania wagi by dinuś nie upadł), w pysku teropodów zęby rekina Carcharodon megalodon (wielkie, trójkątne, o szerokiej podstawie), same pyski jak u aligatora, czasem jak u zębatej kaczki (i to nie u hadrozaurów). Jeden okaz to w zasadzie Godzilla, choć w założeniu miał być zapewne ceratozaurem. W jednym z modeli w brzuchu wmontowano ławkę. Nogi dosztukowane z boku, dzięki czemu wyrastają gdzieś prawie z grzbietu. Potwornie grube, wręcz pękate. Mnóstwo elementów nie znanych anatomom, więc nawet trudno mi je opisać. Jak wynika z wywiadu gazetowego okazy wykonał właściciel osobiście ze styropianu. Muzeum tam nie ma, dość ładna zieleń. Całość za 10 zł (V 2009). Leży w gminie Kobierzyce przy drodze Wrocław - Kłodzko, bliziutko od Wrocławia. Galeria zdjęć tu: galeria 

Karłów. W środku Gór Stołowych leży najstarszy na Dolnym Śląsku dinopark. Położony na mocno torfiastej łące u stóp Szczelińca Wielkiego zapewnia piękny widok na ten imponujący szczyt. I to chyba główna zaleta opisywanego obiektu, jeśli nie liczyć dość niskiej ceny biletu (8 zł w 2009). Już na samym początku wita nas tabliczka z czerwonym napisem: „uwaga żmije”. Co ciekawe przy kasie o gadzinach ani słowa, to informacja dostępna tylko szczęśliwym posiadaczom już wykupionych biletów. Inna rzecz, że mocno podejrzewam, iż ten napis ma raczej odstraszać od przechodzenia przez ogrodzenie ścieżki celem objęcia dinozaura, a nie oddawać realne niebezpieczeństwo. Malutki powierzchniowo, zawiera około 30 modeli dinozaurów i kilka neandertalczyków. Modeli niestety bardzo słabych, choć lepszych od tych z dinoparku w Cieszycy (ale to słabe pocieszenie, bo trudno o coś gorszego od cieszyckich). Za grube, za toporne, z dziwnymi proporcjami. Wiele okazów ma przerażająco wielkie ogony, w pobliżu nasady są wręcz znacznie grubsze niż tułów. Potem cienieją …. na szczęście. Drapieżniki i niektóre roślinożerne dwunożne wyposażone w serdelkowate paluchy kończyn przednich, grube a krótkie, jakby drzwiami przytrzaśnięte. Pterodaktyl to się przyśnić może, zębiska ma jak u rekina ludojada – potężne, szerokie, grube. Toż pterodaktyle ryby łapały, czasem też jakiegoś owada. Zęby miały drobne i igiełkowate, do nabijania i chwytania, a nie do produkcji steków z krowy. Bo ten karłowski okaz krasulę by na befsztyki mógł poszatkować. Za to z takimi ciężkimi szczękami nie mógłby latać. Kilka modeli nie posiada żadnych opisów i nazw – przeważnie są to najgorsze anatomicznie okazy – może autorzy sami ich nie mogli oznaczyć? Jest np. taki jeden dwunożny, ale o dwunożności typu ludzkiego ! (nogi dokładnie pod tułowiem, na jednej linii z dłuższą osią tułowia), z tonsurą niczym mnich średniowieczny otoczoną wiankiem kolców i wyposażony w ośli pysk. Całość fantazyjnie pomalowana. Ki diabeł? Tabliczki z opisami, jeśli są, to czasem chyba migrują, niestety niezależnie od eksponatu. No bo mamy poczciwego dinozaura grubogłowego, owszem strasznie pękatego, przykrótkiego i dziko pomalowanego, ale jednak widać, że pacyfista i grubogłowy, a tu tabliczka informuje, że to dilofozaur. A więc duży wczesnojurajski drapieżnik, smukły, opierzony, szybki i z dwoma grzebieniami na głowie. A na modelu nie tylko, że grzebienia choć jednego brak, ale i miejsca, gdzie mógłby się ów lokować nie ma. Coś z grubsza przypominającego dilofozaura stoi niepodpisane w innym kącie parku, podejrzewam, że to właśnie stamtąd tabliczka uciekła. Prawie do każdego okazu można mieć poważne zastrzeżenia, np. Mamenchisaurus ma koszmarnie krótki ogon w stosunku do stanu faktycznego. Owszem ten zauropod słynie z najdłuższej szyi wśród dinozaurów, ale to nie znaczy, że można mu amputować pół ogona. Szerszy problem – okazy nie mają wielkości naturalnych, stąd np. karłowski mamenchizaur jest mniejszy niż modele wielu innych dinozaurów, które w rzeczywistości powinny mu ustępować wielkością. Oczywiście można powiedzieć, że to jest młodociany okaz, jednak takie założenia kłócą się z poznawczą rolą dinoparku.  Spinozaur to jakaś karykatura, w dodatku w zbroi łuskowej, na której wiją się napęczniałe żyły! Itd. itp. Równie złe są proporcje neandertalczyków, za szerokie i za toporne. On się różnił trochę od nas, ale nieznacznie, a tam jakieś kwadraty stoją, a nie ludzie. W dodatku niepojętym jest dla mnie zestawienie neandertalczyków i dinozaurów i to jeszcze w aranżacji sugerującej, że Homo polował oszczepem na dinozaury, a dotłukiwał je maczugą.

            Z pozytywnych rzeczy – poprawne i dość obszerne są opisy poszczególnych rodzajów. Choć brakuje nazw kategorii, np. jedna z rubryk zawsze dotyczy etymologii nazwy łacińskiej, ale tego nie wskazano. I kiedy czyta się u pteranodona enigmatyczny zwrot: „skrzydła bez zębów”, to można dojść do błędnego wniosku, że inne gady latające wyposażone były w uzębione skrzydła. Niestety nie ma muzeum paleontologicznego ani tablic edukacyjnych (poza w/w opisami okazów). Kącik zabawowy dla dzieci bardzo skromny, gastronomi brak. Choć to ostatnie nieistotne, bo w promieniu 300 m jest sporo fast foodów i nie tylko. Strona www i zdjęcia są tutaj

Ziębice na Dolnym Śląsku. Niewielki zbiór modeli hm ... dinozaurów? opisany jako "Park jurajski" położony przy cmentarzu w parku miejskim. Najlepszym rozwiązaniem dla tych modeli byłoby poszerzenie cmentarza na teren parku i szybkie oraz głębokie pochowanie owych modeli. Okazy strasznie kiczowate i strasznie zębate, niepodobne do niczego co chodziło po Ziemi. W sumie na zbliżonym poziomie do w/w Cieszyc, tyle że choć kolory nie są tu takie pstrokate. No i bardzo ładnie położony park z ciekawym drzewostanem. A obok piękna starówka Ziębic - zdecydowanie warta obejrzenia.

Inne dinoparki (opis tylko tam, gdzie byłem i widziałem):

Powrót do strony Muzea Polski


Strona założona 13 X 2008

Ostatnia zmiana: 15.07.2010